Pokazywanie postów oznaczonych etykietą scenariusz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą scenariusz. Pokaż wszystkie posty

piątek, 4 listopada 2016

(BTS) V - Nieporozumienie




Właśnie wyszłaś z autobusu, zaraz po czym szybkimi krokami zaczęłaś iść przed siebie. Byłaś już spóźniona na spotkanie, przez co z każdą chwilą denerwowałaś się coraz bardziej. Musiałaś pomóc przyjaciółce w waszej przeprowadzce, ponieważ kilka dni wcześniej obiecałaś jej, że nie zostawisz ją z tym samej. Tym bardziej, że sama cieszyłaś się na myśl o nowym mieszkaniu. Ciąg pracy tak bardzo Cię pochłoną, że prawie zapomniałaś o tym, że musisz się jeszcze z kimś spotkać. Kiedy przybiegłaś na przystanek autobusowy już zrezygnowana myślałaś, że się spóźniłaś, lecz tak na prawdę to pojazd miał kilka minut opóźnienia, więc mogłaś nim pojechać do celu. Jak na złość kierowca prowadził powoli, więc byłaś pewna na sto procent, że nie dotrzesz na czas. Biegłaś do kawiarni w swoich niebieskich jeansach i białym t-shircie. Miałaś związane włosy w kitkę, więc nie przeszkadzały Ci podczas sprintu. Nie miałaś nawet czasu, żeby wcześniej wybrać jakiś lepszy outfit, ale byłaś tak podekscytowana, że chciałaś się spotkać jak najszybciej ze swoim znajomym. Taehyung, tak miał na imię, lecz nazywałaś go V, jak większość jego przyjaciół. Poznaliście się 2 miesiące wcześniej na kręgielni. Byłaś wtedy z przyjaciółkami tam, aby uczcić urodziny jednej z nich. Obok waszego toru była grupka chłopaków, która od samego początku się przed wami popisywała i nie trzeba było długo czekać, aby się do was przyłączyła. Miałyście z dziewczynami wtedy taki dobry humor, że żadna nie protestowała, aby zapoznać się z zabawnymi młodymi mężczyznami, którzy byli mniej więcej w waszym wieku. Twoją uwagę od razy przykuł Taehyung, który wydawał się być najbardziej energiczny z całego towarzystwa. Miałaś wrażenie, że Ty w pewien sposób też go zauroczyłaś. Mimo, że na początku wydawał się być przy Tobie nieco spłoszony i nieśmiały to jednak szybko odnaleźliście wspólny język. Już tamtego dnia poprosił Cię o numer telefonu, a następnego już chciał z Tobą pisać. V sprawiał wrażenie takiego, który za wszelką cenę chce się do Ciebie zbliżyć, co nawet podkreślały niektóre z Twoich koleżanek. Przez dwa miesiące widywaliście się jedynie w grupie swoich znajomych, ale te spotkanie miało być waszym pierwszym jedynie we dwoje i właśnie z tego powodu byłaś taka podekscytowana.
Gdy dotarłaś już na miejsce, stanęłaś przed wielką szybą, przez którą od razu dostrzegłaś siedzącego przy stoliku szatyna, sprawdzającego coś w telefonie. Uśmiechnęłaś się i w tym samym momencie on spojrzał w Twoją stronę. Pomachałaś mu, lecz on był jakiś inny. Zawsze kiedy Cię dostrzegał na jego buzi od razu pojawiał się szeroki uśmiech, lecz tym razem wydawał się jakiś smutny, przygnębiony. Weszłaś do budynku i po chwili usiadłaś na przeciwko chłopaka, jednak on dalej wydawał się zasmucony.
- Przepraszam za spóźnienie. - Zaczęłaś rozmowę. - Teraz się przeprowadzam i musiałam się zająć przeprowadzką, w dodatku autobus jechał strasznie powoli...
- Na pewno? - Przerwał Ci. - Może po prostu spotkałaś się z kimś innym...
Przez chwilę zamilkłaś, zastanawiając się o co konkretnie chodzi Twojemu koledze.
- Co? Mam teraz zamieszkać z moją przyjaciółką, więc musiałam jej pomóc. Jesteś zły bo spóźniłam się?
Szatyn głośno westchnął, prostując się i nieco odchylając głowę do góry.
- To nawet nie chodzi o to, że nie przyszłaś na czas, bardziej mnie interesuje, czemu się spóźniłaś?
- Przecież cały czas mówię, że chodzi o przeprowadzkę.
Zaczęłaś się denerwować. Ton chłopaka nie był zbyt przyjazny. Chyba po raz pierwszy przy Tobie się tak dziwnie zachowywał. Najgorsze było to, że nawet nie znałaś przyczyny jego złości.
V przegryzł wargę w tym samym czasie szukając czegoś w komórce. Po chwili pokazał Ci zdjęcie, które mocno Cię zaszokowało.
Na obrazku znajdowałaś się Ty i jeden z kolegów Taehyunga. Ujęta była chwila, w której się przytulaliście, co wyglądało jakbyście byli ze sobą naprawdę blisko.
- Skąd masz to zdjęcie? - Spytałaś bardziej smutnym tonem.
- Dostałem je dzisiaj rano. Czy Ciebie i Namjoona coś łączy?
- Nie, to tylko kolega.
- Kolega? Na tym zdjęciu nie wygląda jak tylko kolega... w dodatku informacje, które dostałem też mówią co innego.
- O czym Ty mówisz? Może mi po prostu powiedz, kto Ci to wysłał?
- Nie musisz tego wiedzieć. Chce po prostu poznać prawdę.
- Taehyung, prawda jest taka, że mnie i jego nic nie łączy.
- Te zdjęcia mówią co innego...
- Co mnie obchodzą zdjęcia?! -Podniosłaś głos, uderzając pięścią w stół.
- Gdybyś była szczera, nie denerwowałabyś się. - Mówił coraz bardziej stanowczo.
- Dlaczego nie chcesz mi wierzyć? - W jeden chwili posmutniałaś.
- Wybacz, ale nie potrafię...
Między wami zapanowała kompletna cisza. Patrzeliście na siebie ze smutnymi minami. Nie wiedziałaś już co powiedzieć, aby młody mężczyzna w końcu ci zaufał.
- Lubisz mnie? - Zapytał cicho. - Lubisz mnie bardziej niż przyjaciela?
Wpatrywałaś się w jego twarz z lekko uchylonymi ustami. W jednym momencie zbrakło Ci języka w buzi. Chciałaś powiedzieć "Tak, oczywiście, lubię tylko Ciebie", lecz coś się hamowało. Może po prostu zabrakło Ci odwagi, aby powiedzieć mu w prost, że jest  w ostatnim czasie jedynym chłopakiem, który mógłby zostać kimś więcej niż jedynie kumplem. Chyba po prostu bałaś się okazać swoje uczucia.
Po kilku sekundach milczenia, gdy szatyn nie usłyszał odpowiedzi, spuścił głowę w dół jeszcze bardziej smutniejąc.
- Tak myślałem...
Skończył swoje zdanie i wstał z miejsca, chowając telefon do kieszeni czarnych spodni. Już po chwili wyszedł z kawiarni, nawet bez pożegnania.
Siedziałaś w ciszy, patrząc nieobecnym wzrokiem na drewniany stolik. Łzy zbierały Ci się do oczu, ale wiedziałaś, że nie możesz się rozpłakać w miejscu publicznym. Słyszałaś za plecami jak jakaś para szeptała do siebie "Zerwali? Chyba ją zostawił...". Nie mogłaś tego znieść, więc wstałaś i wybiegłaś z budynku. Miałaś nadzieje, że jeszcze zdołasz dostrzec gdzieś Taehyunga, jednak na marne.
Siedząc w autobusie starałaś się słuchać jak najweselszych piosenek jakie tylko miałaś w telefonie, aby bez płaczu jakoś dotrzeć do domu. Niestety za dużo to nie dawało. W pewnym momencie zaczęła grać jedna ze smutnych piosenek, którą uwielbiałaś. Już miałaś ją przełączyć, ale nie zrobiłaś tego. Wsłuchiwałaś się w nią, a łzy ponownie się pojawiły. Gdy spływały Ci po policzkach od razu
je wycierałaś dłonią, by nikt nie zauważył. Idąc do nowego mieszkania wydawałaś się być bez życia. Nawet nie wiedziałaś z jakiego powodu było Ci bardziej przykro. Dlatego, że Taehyung nie chciał Ci wierzyć i najprawdopodobniej będzie chciał urwać z Tobą kontakty, czy może dlatego, że nie potrafiłaś mu wtedy powiedzieć, że Ci na nim zależy?
Musiałaś odpocząć, więc zaraz po wejściu do domu poszłaś do swojego jeszcze prawie pustego pokoju i rozpłakałaś się kładąc na łóżku. Ze zmęczenia w pewnym momencie przysnęłaś. Gdy się obudziłaś, sprawdziłaś na telefonie, że dochodzi godzina 16:00. Zaraz po tym wstałaś i wyszłaś z pomieszczenia kierując się do kuchni. Tam przy stole siedziała Twoja współlokatorka, która bawiła się swoim telefonem. Kiedy Cię zobaczyła jej mina zrobiła się zdziwiona.
- Już się obudziłaś? Jak wróciłaś to mnie nie było, bo wyszłam do sklepu, żeby kupić coś na kolacje. Nie zostawiałam żadnej kartki, bo myślałam, że później wrócisz.
- Rozumiem. - Odpowiedziałaś krótko, siadając przy stole.
- ______... Czy Ty płakałaś? - Zapytała czułym głosem.
Nie dałaś odpowiedzi, a jedynie przejechałaś palcami po policzku ciągnąc nosem.
- Coś się stało na spotkaniu z Taehyungiem? - Zadała kolejne pytanie.
- To było dziwne... - Powiedziałaś zachrypniętym głosem.
- Co było dziwne?
- Nie wiem skąd, ale mówił, że rano ktoś mu wysłał zdjęcie jak przytulam się z Namjoonem. Kilka dni temu spotkałam się z nim na mieście, całkiem przypadkiem. Przytuliliśmy się na pożegnanie i ktoś w tym czasie musiał nam zrobić zdjęcie. Chyba był zazdrosny, bo zrobił mi awanturę za to.
- Po co miałby ktoś to robić?
- Nie wiem, ale V nawet nie chciał mi uwierzyć, że to był jedynie przyjacielski uścisk...
- Nie płacz, może wszystko się wyjaśni. Powinnaś z nim o tym jeszcze pogadać, gdy ochłonie.
- Nie wiem, nie wiem czy będę miała tyle odwagi. Zapytał mnie, czy lubię go bardziej niż przyjaciela, a ja nawet nie miałam odwagi powiedzieć "tak".
- Naprawdę? Zadał Ci takie pytanie?
- Tak...
- Słuchaj, myślę, że teraz pewnie jest wściekły, bo zareagował zbyt pochopnie, ale w końcu to przemyśli i na pewno sam uzna, że trochę przegiął...
- Dzięki, potrzebne mi były takie słowa... - Uśmiechnęłaś się po raz pierwszy od kilku godzin.
-Nie ma sprawy. 30000 won...
- Co?
- 30000 won.
- Co? Nie rozumiem...
- A co ty myślałaś? Rada psychologa jest cenna, a życie kosztuje... 30000 won.
- Ty świnio... - Zaśmiałaś się targając włosy koleżance.
Kolejne dwa dni mijały Ci bardzo powoli. Nawet przeprowadzka już Cię tak nie cieszyła jak na samym początku. Chciałaś być szczęśliwa, ale każda próba okazywała się zgubna. Nie raz miałaś już napisać wyjaśnienie do chłopaka o tamtej całej sytuacji, ale rezygnowałaś.
Kiedy zaczął się weekend zadzwoniła do Twojej współlokatorki wasza stara przyjaciółka, która zapraszała was do klubu na piątek wieczór. Tłumaczyła, że wygrała zniżki na tańsze wejścia dla trzech osób, więc od razu pomyślała o was. Mimo, że początkowo nie byłaś zachwycona tym pomysłem to jednak zostałaś namówiona przez przyjaciółkę. Pomyślałaś, że może rzeczywiście dobrze by Ci zrobiła chwilowa ucieczka od rzeczywistości.
Wieczorem ubrałaś najlepszą sukienkę jaką miałaś i zrobiłaś mocniejszy makijaż niż zwykle. W klubie było mnóstwo ludzi i mimo tego, że nie lubiłaś zatłoczonych miejsc to obiecywałaś sobie, że nic nie powinno Ci zepsuć tej nocy. Już po chwili wypicia małej ilości alkoholu zaczęłaś tańczyć z koleżankami na parkiecie. Nie minęło nawet pół godziny, a ty już miałaś świetny humor. Stanęłaś ze znajomymi przy barze popijając trunek. Uśmiechałaś się i żartowałaś w grupie. Niespodziewanie do waszego towarzystwa dołączyło trzech Ci znajomych chłopaków, w których między innymi znajdował się V. Na jego widok znowu posmutniałaś.
- Witam! Co za miła niespodzianka! - Krzyknął uradowany jeden z chłopaków.
- Wy też tutaj? - Zaśmiała się Twoja współlokatorka.
Chciałaś się uśmiechnąć i przywitać, lecz obecność szatyna wprawiała Cię w niepokój. Twoja koleżanka od czasu do czasu rzucała na Ciebie znaczący wzrok, bo wiedziała o Twojej sytuacji z V. Sam chłopak wydawał się poważny.
- Chodźmy jeszcze potańczyć! - Zaproponowała jedna z dziewczyn.
- Tak, to dobry pomysł. - Wtrąciłaś.
Odłożyłaś drinka, po czym złapałaś obie kumpele za ręce i pociągnęłaś je za sobą w tłum skaczących oraz tańczących ludzi. Po chwili wraz z grupą zaczęłaś się bawić. Machałaś włosami, podskakiwałaś i kręciłaś biodrami, co sprawiało, że wyglądałaś na całkowicie wyluzowaną. Może po prostu chciałaś się popisać przez Taehyungiem. Po kilku minutach przyłączyły się do was jakieś dwie nieznajome młode kobiety, które zaczęły uwodzić chłopców z waszego towarzystwa. Na początku nie przeszkadzało Ci to, lecz gdy ujrzałaś jak V zaczyna tańczyć z wysoką i zgrabną brunetką coś Cię wewnętrznie uderzyło. Uśmiechał się do niej, tak jak kiedyś do Ciebie. Jego ręce wylądowały na jej biodrach, a ona nie protestowała, a wręcz sama umieściła ręce na jego ramionach. Zerkałaś ukradkiem na to wszystko i czułaś się z sekundy na sekundę coraz bardziej dobita. W pewnym momencie zatrzymałaś się i jedynie wpatrywałaś się jak Taehyung tańczy z inną kobietą. Nie chciałaś już tego widzieć, więc po prostu przepchnęłaś się przez tłum, aby wyjść stamtąd. Czułaś wtedy niesamowitą złość. Zadawałaś sobie pytania, czy on zrobił to na złość, czy może rzeczywiście już w tak krótkim czasie o Tobie zapomniał?
Najprawdopodobniej żadna z Twoich przyjaciółek nie zauważyła, że Cię nie ma, bo stojąc już kilka minut na zewnątrz nikt po Ciebie nie przyszedł. Nie chciałaś psuć nikomu zabawy swoim beznadziejnym humorem, więc po prostu postanowiłaś wrócić do domu taksówką. Owszem, byłaś smutna, a zarazem zła, ale nie żałowałaś tego co się stało. Po prostu ta noc uświadomiła Ci, że lepiej będzie jak zapomnisz o swojej sympatii. Od razu po powrocie, wzięłaś szybki prysznic i zmyłaś makijaż, który nieco zaczął Cię drażnić. Przebrana w piżamę podsuszyłaś mokre włosy. Przed snem chciałaś jeszcze wypić szklankę wody, ale usłyszałaś pukanie do drzwi. Pomyślałaś, że to pewnie Twoja kumpela wróciła z imprezy, a wręcz byłaś pewna, że to ona.
- Wejdź, mam nadzieje, że nie jesteś zbyt pijana...
Otworzyłaś zamek od drzwi i od razu odwróciłaś się idąc przed siebie.
- Właśnie miałam zamiar kłaść się spać, więc proszę nie hałasuj za bardzo...
Ledwo dokończyłaś zdanie, gdy odwracając się w drzwiach ujrzałaś stojącego z poważną miną Taehyunga. Zamilkłaś wpatrując się w niego z uchylonymi ustami.
- C-Co tu robisz? - Ponownie się odezwałaś.
- Musimy pogadać. - V wszedł do środka zamykając za sobą drzwi.
- Jest za późno, chce iść spać, powinieneś sobie iść.
- Przecież pozwoliłaś mi wejść, prawda?
- T-Tak ,a-ale myślałam, że to moja współlokatorka, a nie ty...
Szatyn powolnymi krokami zbliżył się w Twoją stronę.
- Proszę, porozmawiajmy. - Mówił czule.
- O czym? Nie mamy już chyba o czym rozmawiać.
- Te zdjęcia...dostałem je od Minji...
- Od Minji? Mogłam się spodziewać... - Westchnęłaś. - Podkochuje się w Tobie, dlatego się już z nią nie zadaje, bo była zazdrosna, że mam z Tobą lepsze kontakty.
V zmarszczył brwi przy tym lekko uchylając usta.
- W sumie... - Kontynuowałaś. - Teraz to nie ma znaczenia, jest ładna, możecie być razem...
Odwróciłaś się do niego plecami i powolnymi krokami zaczęłaś iść do kuchni. Będąc tam nalałaś wody do szklanki po chwili z niej popijając. V staną przy ścianie uważnie się w Ciebie wpatrując.
Odłożyłaś przedmiot pod zlew, zerkając na boki.
- Idź już, naprawdę jestem zmęczona.
- Nie mogę...
Mężczyzna zbliżył się do Ciebie gwałtownie, łapiąc mocno za ramiona i przyciskając do ściany. Rozszerzyłaś oczy uważnie się wpatrując w jego twarz.
- Obiecaj, że Ciebie i Namjoona nic więcej poza przyjaźnią nie łączy. - Mówił patrząc Ci prosto w oczy.
- Mówiłam Ci to cały czas, jeśli mi nie wierzysz to po prostu lepiej wyjdź.
- Przepraszam...
Położył dłonie na ścianie tak, że stałaś między jego rękoma. Schylił głowę i głośno westchną.
- Przepraszam, naprawdę...
- Jest mi przykro... - Mówiłaś załamującym się głosem. - Jest mi przykro, że uwierzyłeś jej a nie mi...
- Wiem, ale jestem o Ciebie tak cholernie zazdrosny, że nie myślałem wtedy racjonalnie.
- To nie jest wymówka...
- _____, znam Cię tylko dwa miesiące, ale wiem, że jesteś dla mnie naprawdę ważna i chcę żebyś była kimś więcej niż tylko przyjaciółką. Jestem w tobie zakochany...
Gdy to mówił do Twoich oczu napłynęły łzy. Przypomniała Ci się tamta sytuacja w kawiarni, gdy zarzucał Ci rzeczy, które nie są prawdziwe. Ten smutek powrócił.
- Ty nie jesteś zakochany, jesteś po prostu głupi... - Szlochałaś.
 V wypuścił powietrze ustami i położył swoje czoło na Twoim. Przybliżał się do Ciebie i wyraźnie to czułaś. Ta chwila była dla Ciebie naprawdę ciężka. Chciałaś mu kazać odejść, ale za razem pragnęłaś by został.
- V, ja nie jestem dla Ciebie wystarczająco dobra...
- Cicho już...
Przerwał Ci po chwili zatapiając swoje usta w Twoich. Złapał Cię delikatnie za policzki mocniej naciskając pocałunki. Nie protestowałaś, tylko odwdzięczałaś się tym samym.

czwartek, 20 października 2016

40 sytuacji, które często pojawiają się w opowiadaniach


#1
Niezależnie od sytuacji, główna bohaterka zawsze pójdzie do parku.

#2
Kiedy do klasy dołącza nowy uczeń, to bohaterka musi z nim siedzieć.

#3
Kiedy bohaterka pójdzie na koncert, jej idol zawsze spojrzy na nią.

#4
Bohaterowie zakochują się w sobie od pierwszego wejrzenia.

#5
Zawsze pojawia się jakiś czarny charakter.

#6
Ktoś z rodziny umiera.

#7
Zawód miłosny.

#8
Idol zawsze zakocha się w głównej bohaterce, bez względu na to czy jest sprzątaczką, bezdomną czy panią lekkich obyczajów.

#9
Chłopak zawsze zwraca uwagę tylko i wyłącznie na bohaterkę.

#10
Bohaterka MUSI mieszkać ze swoim idolem.

#11
Jeśli bohaterka jest Polką, to musi przyjechać do Korei.

#12
Gdy bohaterka przyjeżdża do Korei, zawsze zna język, mimo, że się go nie uczyła.

#13
Bohaterka po swoim pierwszym razie zachodzi w ciąże.

#14
Bohaterka ma wielki talent i dostaje się do wytwórni.

#15
Główna bohaterka żyje ze swoim idolem na dobre i na złe.

#16
Główna bohaterka mieszka tylko z jednym rodzicem, który ma partnera/partnerkę, której/którego bohaterka nie lubi.

#17
Bohaterka ma przyrodnie rodzeństwo w którym się skrycie podkochuje.

#18
Kocha się w przyjacielu z dzieciństwa.

#19
Główny bohater jest chamski, arogancki lub nieśmiały.

#20
Przyjaciółki bohaterki nie wierzą jej, że mieszka z idolem.

#21
O główną bohaterkę walczą dwaj chłopacy.

#22
Bohaterka zna wielu chłopaków, nie ma koleżanek, ale wszyscy na nią lecą.

#23
Bohaterka ma złe kontakty z rodzicami

#24
Rodzice nie interesują się bohaterką.

#25
Polskie jedzenie w Korei.

#26
Koledzy głównego bohatera są zazdrośni o bohaterkę.

#27
W Korei nie ma "won" tylko "zł".

#28
Bohaterowie mają mało entuzjastyczne rozmowy na poziomie gimnazjum i dużo suhorzą.

#29
Przyjaciółka głównej bohaterki jest zakochana w koledze głównego bohatera.

#30
Gdy jest godzina np. 11 rano, po chwili jest już 23.

#31
Bohaterka jest masochistką.
 

#32
Bohaterowie szybko stają się parą.

#33
Jeśli bohaterka jest w wytwórni to soboty i niedziele ma wolne.

#34
Nikt nie wie jak wygląda i nazywa się menadżer danego zespołu.


#35
Jeśli bohater jest idolem to spokojnie wychodzi na spacer, nawet z dziewczyną i nikt go nie rozpoznaje, nikt nie zwraca uwagi, że jest z koleżanką.

#36
Kiedy zdarzy się bójka, bohaterka nijak nie reaguje, tylko stoi i się patrzy.

#37
Główna bohaterka nienawidzi bohatera, ale później się w nim zakochuje.

#38
Kiedy jest jakiś konkurs, główna bohaterka zawsze wygrywa.

#39
Nawet jeśli bohaterka miała ciężki wypadek, wychodzi ze szpitala po dwóch dniach.

#40
Jeśli główny bohater jest idolem, to nie obchodzi go zgoda wytwórni na związek, tym bardziej ze zwykłą dziewczyną.

piątek, 15 kwietnia 2016

(iKON) Junhoe, (Monsta X) Minhyuk, (VIXX) N, (BTOB) Sungjae - Opowieść o czterech braciach







- Do zobaczenia, kochani! - Krzyknęłaś do grupki swoich przyjaciół, która stała kilka metrów od Ciebie.
- Widzimy się za tydzień! - Odpowiedziała jedna z Twoich koleżanek
W końcu po tylu miesiącach nauki zaczęła się Twoja przerwa w studiach. Letnie wakacje, które tak długo oczekiwałaś rozpoczynały się bardzo przyjaźnie, prawie jak zawsze. Miłe pożegnanie ze znajomymi, zabieranie swoich rzeczy itp. Żebyś tylko wcześniej wiedziała ile Cię czeka...
 Szłaś w stronę bramy w swojej letniej białej sukience, w niebieskie kwiaty, a na plecach miałaś mały, brązowy, wygodny plecak. W tym czasie trzymałaś telefon w ręce i odpisywałaś mamie na SMS'a. "Mamo, już wracam do domu. Muszę się spakować przed...". Nie zdążyłaś dokończyć zdania, bo w jednej chwili poczułaś, że na kogoś wpadłaś. Niechcący przez zderzenie, wytrąciłaś z rąk tej osoby dwie książki, które z hukiem upadły na beton.
- Omo! Przepraszam, bardzo przepraszam, jestem nie ostrożna! - Mówiłaś głośno, podnosząc z ziemi przedmioty.
Nie wiedziałaś na kogo natrafiłaś, ale gdy podniosłaś głowę, aby podać podręczniki od razu rozpoznałaś kto to.
- Jakim cudem, jesteś u nas gosposią skoro jesteś taka niezdarna? - Zapytał wysoki chłopak
- P- przepraszam... - Jęknęłaś.
Brunet wyrwał Ci w rąk swoje rzeczy, przy tym już się nie odzywając.
To był Sungjae. Studiował zarządzanie biznesem w tym samym kampusie co Ty. Był znany ze swojej nie przeciętnej inteligencji i dobrego wyglądu. Już od liceum wszystkie dziewczyny mówiły jedynie o nim, ale on zawsze wydawał się oziębły dla wszystkich, dla Ciebie nie był inny. To może dlatego nawet chłopacy trzymali się od niego z daleka, może mu zazdrościli tego, że jest taki mądry, przystojny, a w dodatku, mimo bycia samotnikiem to i tak każda dziewczyna na uniwersytecie marzyła, by chodzić z nim. Nie obchodziło Cię zbytnio co o Tobie myśli, mimo, że spotykaliście się codziennie.
- Przyjdziesz dzisiaj, prawda? - Zapytał nieco przyjaźniejszym tonem.
- T-Tak... - Znowu zająkałaś się.
 - Do zobaczenia... - Odparł, kiwając głową, a już po chwili cię mijając.
Spojrzałaś za siebie jak dwudziestolatek powolnymi krokami odchodzi. Stałaś tak chwilę spoglądając na niego, ale żeby nie marnować czasu ruszyłaś dalej.
Już po godzinie wysiadłaś z autobusu i ruszyłaś w stronę swojego domu. Nie miałaś tam daleko od przystanku, więc podróż nie trwała długo. Dzień mijał bardzo szybko, ale to może dlatego, że się spieszyłaś. Musiałaś być gotowa już na 18:00. Po upalnym dniu, odświeżyłaś się chłodnym prysznicem, a zaraz po tym zabrałaś się za pakowanie swoich rzeczy. Jak najszybciej wszystko robiłaś, nawet zjedzenie wcześniejszej kolacji.
- Jedziemy mamo? - Zapytałaś schodząc po schodach z walizką.
- Tak, już biorę kluczyki. - Odpowiedziała wstając z kanapy.
Do celu Twojej podróży mogłaś jechać nawet komunikacją miejską, ale z tego powodu, że miałaś ciężki bagaż, Twoja mama wolała podwieźć cię własnym autem. Zawsze kiedy gdzieś wyjeżdżałaś na dłużej brałaś większość rzeczy, bo byłaś przekonana, że wszytko może Ci się przydać. Po prostu lubiłaś być na wszystko przygotowana.
Gdy wysiadłaś z samochodu, Twój rodzic uchylił okno i wysunął ręką kilka pieniędzy.
- Mamo... - Westchnęłaś. - Nie potrzebuję tego, pan Kim dobrze mi płaci...
- Proszę weź je. Mogą Ci się przydać, w dodatku nie chce, żeby Ci czegokolwiek brakowało w tym czasie, kiedy nie będzie mnie przy Tobie.
- Dobrze, dziękuje.
Uśmiechnęłaś się delikatnie i wzięłaś podarunek. Już po kilku sekundach zostałaś sama przed bramą wielkiego domu z walizką obok siebie oraz torbą na ramieniu. Bez większych trudności dostałaś się do środka budynku.
- Witam! Jest tu ktoś? - Zapytałaś ciągając po korytarzu swoje bagaże.
Na początku panowała kompletna cisza, tak jakby dom był pusty, albo wszyscy już spali.
W jednej chwili na górnej części schodów pojawił się Twój znajomy.
- ______! - Usłyszałaś jak chłopak wykrzykuje Twoje imię.
- Cześć, Minhyuk, jest ktoś oprócz Ciebie w domu? - Zapytałaś stawiając walizkę obok ściany.
- Ahhh... - Warknął chłopak, kręcąc głową. - Ile razy mam Ci mówić, że masz do mnie mówić "Oppa"?
- Nie mogę się przyzwyczaić...
Chłopak zbiegł po schodach i od razu złapał Twoją walizkę i wszedł z nią na schody.
- No chodź, pomogę Ci dojść do twojego pokoju.
Kiedy byliście już w Twojej sypialni odstawiliście rzeczy, a Ty zaczęłaś się rozglądać jakbyś była tam po raz pierwszy, ale po prostu chciałaś sprawdzić czy nic się nie zmieniło od ostatniego razu.
- Jeśli będziesz mnie potrzebować to od razu wołaj, będę w kuchni. - Powiedział entuzjastycznie po czym opuścił pomieszczenie.
Po raz ostatni rozejrzałaś się i usiadłaś na swoim niewielkim łóżku.
Tak, w końcu dotarłaś... do domu najdziwniejszych ludzi jakich kiedykolwiek znałaś, czyli rodziny Kim. Pracowałaś tu odkąd tylko zaczęłaś studia. W ciągu roku przychodziłaś do tego mieszkania tylko w weekend, aby pracować jako gosposia, lecz w wakacje letnie i zimowe mogłaś mieszkać z tą rodziną i codziennie być na ich zawołanie. Twoja praca opierała się na pilnowaniu czystości, przygotowywaniu posiłków i pomaganiu członkom rodziny. Oczywiście nie robiłaś za ich służącą, która miała ich za wszystko wyręczać. Byłaś zadowolona z takiej pracy, ponieważ była dobrze płatna jak na Twoje standardy, a dostałaś ją, dzięki swojej ciotce, która pracowała kiedyś z głową tej rodziny. W domu mieszkał pan Kim, który miał własną firmę oraz był jednym z najbogatszych ludzi w Seulu. Mimo bycia biznesmenem zawsze traktował Cię bardzo dobrze, ale być może było to spowodowane tym, że miał dobre stosunki z Twoją ciotką. Rzadko bywał w domu, a tu była potrzebna kobieca ręka, więc pełniłaś tą funkcję w pewnej mierze. Najstarszym synem pana Kim'a, był 26-letni Junhoe. Jako najstarszy potomek miał w razie czego jako pierwszy przejąć miejsce ojca, ponieważ póki co był tylko jego prawą ręką w interesach. Z wszystkich dzieci wydawał się najbardziej odpowiedni na te stanowisko. Był bardzo wysokim i przystojnym mężczyzną. Można nawet powiedzieć, że nieco lalusiowatym, ale jednak odpowiedzialnym. Drugim synem był Minhyuk, zawsze wesoły Minhyuk. Mimo bycia drugim najstarszym, to jednak zachowywał się jakby był najmłodszy. Miałaś często wrażenie, że mentalnie został w gimnazjum. Wyśmienicie wiedziałaś o tym, że mu się podobasz, bo już nie raz to udowadniał, ale on raczej nie do końca był w Twoim typie. Nieco młodszy był Hakyeon. On stanowczo był najbardziej wyjątkowy. Od zawsze był bardzo wrażliwym chłopakiem, niestety również od dzieciństwa najbardziej chorobliwym, co doprowadziło do tego, że nawet w wieku 22 lat był bardzo wychudzony, lecz jego policzki były zawsze okrągłe niczym bułeczki. Potrafił chorować nawet w lato. Jeśli kiedykolwiek gdzieś wychodził, zawsze miał przy sobie czapkę i szalik. Wystarczyłoby lekkie zawianie, a on już lądował w łóżku z wysoką temperaturą. Niestety był również najbardziej odepchniętym dzieckiem pana Kim'a. Przez to, że był najsłabszy, jego ojciec pokładał w nim najmniejsze nadzieje. Najmłodszy był Sungjae, który za razem był w Twoim wieku. Śmiesznym trafem studiowaliście w tym samym kampusie, ale mimo tego byliście bardzo oddaleni od siebie. Z nim chyba najmniej rozmawiałaś z wszystkich czterech braci.
Zeszłaś na dół, aby zobaczyć, czy Minhyuk rzeczywiście siedzi w kuchni. Nie kłamał. Siedział przy stole bawiąc się telefonem, lecz gdy Cię ujrzał w progu od razu schował go do kieszeni spodni, pokazując swój szeroki uśmiech.
- Ojciec mówił, żebyś nie robiła kolacji, bo będzie zbyt późno, a my już jedliśmy.
- Rozumiem, rano przygotuje śniadanie.
- Będziesz musiała szybko wstać, ojciec znowu musi być wcześniej w pracy.
- Już się przyzwyczaiłam...
Skończyłaś temat wracając na pierwsze piętro. Musiałaś się zobaczyć z Hakyeonem. Zapukałaś cicho do drzwi, czekając na odpowiedź.
- Proszę - Usłyszałaś po kilku sekundach.
Zajrzałaś do środka, lekko uchylając drzwi. Chłopak siedział na swoim ogromnym łóżku, a na kolanach trzymał jakąś książkę. Na początku jego mina wydawała się obojętna, lecz gdy zorientował się kto go odwiedził, uśmiechnął się od ucha do ucha.
- _____... już przyjechałaś... - Odpowiedział nieco zakłopotany, lecz wciąż uśmiechnięty.
- Tęskniłeś? - Zapytałaś, podchodząc i przytulając go.
Po chwili usiadłaś na łóżku, na przeciwko niego.
- Jak się czujesz? - Spytałaś czule.
- Jestem nieco chory, ale wydaje mi się, że już to powoli przechodzi...
Naprawdę było Ci go szkoda. To takie dziwne chorować w lato. Jego pokój wydawał się taki ponury, gdy zasłaniał wszystkie okna i jedynie zapalał świeczki, które leżały na szafkach nocnych. Starałaś się go zrozumieć, on był naprawdę wyjątkowy. Inną rzeczą, która sprawiła, że stał się w sobie taki zamknięty, była śmierć jego matki w wypadku samochodowym. Dla wszystkich synów był to wielki cios i każdy to przeżywał na swój sposób, ale po pewnym czasie trzej synowie doszli do siebie, wiedząc, że życie toczy się dalej. Lecz nie Hakyeon....nie on. Jego matka była dla niego najbliższą osobą na świecie, bo jako jedyna akceptowała go takim jakim jest. Nie przeszkadzało jej to, że jest słabszy i wrażliwszy, wręcz uważała to za jego atut. Wierzyła, że może dokonać wielkich rzeczy, jeśli będzie dobrze pokierowany. Zaczęłaś pracować u nich niecałe 6 miesięcy od śmierci pani Kim. Mimo, że wydawał Ci się bardzo zamknięty w sobie, to jednak jedynie przy Tobie potrafił ponownie się otworzyć. Jego bracia i ojciec zaczęli się od niego odsuwać, a tak właściwie Hakyeon sam do tego doprowadził, tym, że nie chciał z nikim rozmawiać. Twoją pracą w tym domu nie było jedynie sprzątanie i gotowanie, ale i również opieka nad nim, ponieważ Ty jako jedna z nielicznych potrafiłaś się do niego zbliżyć, za co pan Kim darzył Cię jeszcze większym zaufaniem.
Następnego dnia, zaczęła się Twoja praca. Już od samego ranka byłaś na nogach i przygotowywałaś śniadanie dla wszystkich mężczyzn. Pan Kim wcześniej zjadł oraz szybko wyszedł, ponieważ potrzebowali go w firmie. Jako pierwsi przy stole znaleźli się Junhoe i Minhyuk, którzy byli rannymi ptaszkami. Hakyeon zjawił się dosłownie na kilka minut, żeby wziąć jedzenie do siebie do pokoju, ponieważ on rzadko kiedy jadł w towarzystwie.
- Mogłeś powiedzieć, żebym Ci zaniosła jedzenie na górę. - Powiedziałaś patrząc jak Hakyeon zbiera jedzenie na talerz. - Miałam nadzieje, że zjesz z nami.
- Przepraszam, ale zaczytałem się i chciałbym jak najszybciej kontynuować...
- Wyjdź trochę z tego pokoju, mógłbyś z nami spędzić nieco więcej czasu. - Powiedział stanowczo Junhoe, który nakładał jedzenie na swój talerz.
Hakyeon nic nie odpowiedział tylko uśmiechnął się do Ciebie i szybkimi krokami wszedł schodami na pierwsze piętro.
- Siedzi ciągle przy tych książkach, nawet ja w szkole tyle nie czytałem. - Westchnął Junhoe.
- Jeśli lubi to robić, to w czym problem? - Starałaś się załagodzić sytuacje.
Po chwili usiadłaś przy stole, żeby zjeść z chłopakami. Jako gosposia i tak miałaś naprawdę dobrze, że mogłaś spożywać posiłki wraz z członkami rodziny.
- ______, Oppa chce to! - Minhyuk entuzjastycznie wskazał na jedzenie.
Zawinęłaś w sałatę kilka rzeczy, po czym podsunęłaś to pod buzię chłopaka, który lekko uchylając usta złapał zębami pożywienie.
Minhyuk często zachowywał się dziecinie w Twoim towarzystwie, ale zdążyłaś się do tego przyzwyczaić. Wydawał się wtedy bardzo szczęśliwy, gdy zrobiłaś to o co Cię poprosił. Przeżuwał jedzenie przy tym szeroko się uśmiechając, przez co jego wyraz twarzy był niezwykle słodki.
 - Kolejna porcja. - Zaśmiałaś się znowu przysuwając jedzenie pod usta mężczyzny.
Junhoe również wydawał się weselszy, gdy patrzył co robisz.
Kiedy już Minhyuk złapał zębami to co od Ciebie dostał, odwróciłaś wzrok na wejście do pomieszczenia. W progu stał Sungjae, który poważnym, a nawet złym wzrokiem patrzył na to co właśnie zrobiłaś. W tym samym momencie spoważniałaś i odsunęłaś rękę prostując się.
- Sungjae, siadaj, zaczęliśmy jeść bez ciebie. - Mówiłaś już poważnym tonem.
- Widzę, że świetnie się bawicie beze mnie. - Brunet odpowiedział kpiąco siadając na przeciwko Junhoe.
- Ktoś tu ma zły humor od rana. - Minhyuk zaśmiał się targając włosy młodszego.
Po śniadaniu każdy wrócił do swojego pokoju, lecz tylko Ty zostałaś, żeby pozmywać naczynia. Zrobiłaś to jak najszybciej mogłaś i poszłaś do pokoju Hakyeona. Zastałaś go czytającego jakąś książkę na łóżku.
- Przeszkadzam? - Spytałaś cicho, prawie, że szeptem.
- Nie, nie. Wchodź, miałem nadzieje, że przyjdziesz.
Usiadłaś na przeciwko niego na łóżku od razu kierując wzrok na książkę, którą odłożył na bok.
- Co to za książka?
- To? Aaaa... - Westchnął. - Czytałem biografie Niels'a Bohr'a.
- Kto to? - Zapytałaś nie do końca będąc pewną czy kojarzysz to nazwisko.
- Cóż.. - Cicho zaśmiał się. - Był to duński fizyk. To właśnie on opracował teorię budowy atomu.
- Rozumiem...
Jeszcze jedną z rzeczy, których zaskakiwała Cię w Hakyeonie to jego fascynacja chemią. Miał naprawdę wielką wiedzę na ten temat i często opowiadał wiele rzeczy związanym z tym. Mimo, że nie zawsze rozumiałaś o czym do Ciebie mówi, to jednak chwaliłaś go za jego oddanie.
Późniejsze rozmowy skupiły się na tym, co się działo u Ciebie w czasie kiedy nie widzieliście się. Opowiadałaś jak ciężko było nie raz Ci się uczyć do testów końcowych na studiach, ale również skupiłaś rozmowę o swoim koledze, który uczył się do testu do 4 w nocy, aż w końcu prawie zaspał na niego. Z perspektywy czasu wydawało Ci się to bardzo zabawne.
- A on wtedy wbiegł przez te drzwi i dosłownie przewrócił się przed profesorem, nawet nie da się słowami opisać jaką minę wtedy miał. - Śmiałaś się głupkowato, co chwila zasłaniając uśmiech dłonią jak to miałaś w zwyczaju.
Hakyeon patrzył Ci prosto w twarz i również pokazywał swoje ładne, białe zęby przez uśmiech.
- Nigdy tego nie zapomnę... - Powiedziałaś już ciszej.
Gdy zdążyłaś już się opamiętać ze śmiechu, on dalej nie przestawał mieć uśmiech na twarzy, w dodatku bez przerwy wpatrywał się czule w Twoją buzie.
- Przypominasz mi moją mamę... - Odparł cicho.
Nic nie mówiłaś, a jedynie zaskoczona spojrzałaś mu prosto w oczy.
- Jesteś do niej taka podobna... - Kontynuował przy tym nieco poważniejąc.
 Ciekawiło Cię czemu tak myśli, ale za razem straciłaś odwagę, by zapytać. Może po prostu bałaś się drążyć temat o jego zmarłym rodzicu.
Wieczorem poczułaś, że musisz zaczerpnąć świeżego powietrza, więc wyszłaś na balkon i oparłaś się o barierkę przyglądając się widokom. Stałaś tak w ciszy, dopóki nie usłyszałaś za sobą kroków. Lekko odwróciłaś głowę za siebie i zobaczyłaś, że stoi za Tobą Sungjae jak zawsze z z poważną miną.
- Chodź, zabiorę Cię gdzieś... - Powiedział po czym odwrócił się i powoli zaczął iść przed siebie.
- C-Co? - Westchnęłaś - Nawet nie spytałeś czy chcę...
Na Twoje słowa zatrzymał się, ale nawet na Ciebie nie spojrzał. Sprzeciwiłaś mu się chyba tylko dlatego, że już miałaś dość jego oziębłości oraz pewności siebie.
- A czy gdybym zapytał to poszłabyś ze mną? - Utrzymywał poważny ton.
- Zależy gdzie chcesz mnie zabrać...
- Pójdziemy coś zjeść.
- N-Nie wiem czy mogę, powinnam zrobić jedzenie dla Twoich braci, w dodatku nie wiem czy mi starczy pieniędzy...
- Przestań. - Burknął - Dlatego nie pytałem, bo wiedziałem, że będziesz mieć wątpliwości jak zawsze...
Zamilkłaś patrząc na plecy bruneta.
- Powiedzieli, że nie są głodni, poradzą sobie... a o pieniądze też się nie martw...
Dokończył zdanie i zaraz ruszył przed siebie. Nie dyskutowałaś dalej, ale mimo swojej niepewności podążyłaś za nim.
Całą drogę przemilczeliście. W sumie nawet nie wiedziałabyś jak zacząć jakikolwiek temat. Okazało się, że chłopak zabrał Cię do pobliskiej restauracji, która nie była uboga, ale też nie zaliczała się do najbogatszych. Trochę Cię to zdziwiło, bo Sungjae jako syn jednego z najbogatszych ludzi w Seulu mógłby jadać gdzie tylko sobie wymarzy.
Chłopak położył surowe mięso na palenisku, a Ty rozglądałaś się wokół siebie. Miałaś powoli dość tej drętwej ciszy, więc zapytałaś o to co Cię dręczyło.
- Dlaczego mnie tu zabrałeś?
- Nie podoba Ci się tu? - Spytał na chwilę zerkając na Ciebie, a później znowu na mięso.
- Nie o to chodzi. Nie odzywasz się prawie w ogóle przez cały rok, a teraz takie coś..
- No właśnie, nie odzywamy się do siebie cały rok, więc może czas to zmienić.
- Tak nagle?
- A niby kiedy?
- Nie wiem, Ty mi powiedz.
- Myślę, że to odpowiednia chwila.
Gdy mięso już było gotowe, chłopak przełożył je na Twoją stronę. Ponownie zapadła cisza przy jedzeniu i minęło kilka minut zanim została przerwana, lecz tym razem przez niego.
- Ty i Hakyeon jesteś blisko, prawda? - Spytał po chwili wkładając jedzenie do ust.
- Chyba tak... a co?
- Lubisz go?
- Lubię, jesteśmy przyjaciółmi...
- Heh. - Zaśmiał się cicho. - Chodzi mi czy lubisz go jak chłopaka.
- Dlaczego zadajesz mi takie pytania?
- Po prostu jestem ciekawy. Myślę, że nie powinniście się zadawać.
- Niby dlaczego?
- Jak zauważyłaś Hakyeon jest inny... jest nieprzewidywalny.
- Co masz na myśli?
- Hakyeon... Hakyeon jest jak wulkan, nigdy nie wiadomo kiedy wybuchnie... Wiem, że się lubicie, ale ja jestem jego bratem i znam go nawet lepiej, niż Ci się wydaje...
- Jeśli masz zamiar go oczernić to Ci się to nie uda...
- Nie o to mi chodziło... po prostu chce, żebyś na niego uważała.
- Nie potrzebuje Twojej troski, potrafię sobie poradzić sama.
Chłopak przegryzł wargę i spuścił wzrok w dół. Widziałaś po nim, że jest zakłopotany przez tą rozmowę, ale w sumie Ty sama nie wiedziałaś co o tym wszystkim myśleć. Nawet nie do końca rozumiałaś jego słów.

Kilka dni później zaczął się Twój koszmar. Dzień wydawał się zwyczajny. Właśnie wyjęłaś pranie z pralki i z dużą miską szłaś przez korytarz. Coś nagle kazało ci stanąć. Usłyszałaś jakieś krzyki z gabinetu pana Kim'a.
Przybliżyłaś się nieco do drzwi, z których wydobyły się głośne słowa Hakyeona "Ty nigdy jej nie kochałeś!". Już po sekundzie z gabinetu wybiegł rozwścieczony chłopak. Z przerażeniem na niego spojrzałaś, jeszcze nigdy nie widziałaś go tak złego. Chciałaś się odezwać, ale zabrakło Ci języka w buzi. On tylko na Ciebie spojrzał i nieco się uspokoił, ale również się nie odezwał, tylko pobiegł do swojego pokoju. Wolałaś przez resztę dnia się nie zbliżać do niego, miałaś nadzieje, że wieczorem się uspokoi i ochłonie. Byłaś ciekawa co robi, więc po 21:00 zajrzałaś do niego do pokoju. Leżał pod kołdrą odwrócony do drzwi tyłem. Na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać, że już śpi, ale podeszłaś do łóżka. Zauważyłaś, że on wcale nie spał, po prostu leżał i wgapiał się w ścianę nieobecnym wzrokiem.
- Hakyeon, dobrze się czujesz? - Zapytałaś siadając obok.
Może to było pytanie nie na miejscu, bo widziałaś, że coś go dręczy, ale za razem trudno było Ci o cokolwiek zapytać. Położyłaś rękę delikatnie na jego głowie i zaczęłaś go głaskać. Milczał jeszcze przez kilka sekund.
- Gdzie będziesz jutro wieczorem? - Zapytał ponuro.
- Miałam zamiar wyjść z przyjaciółmi do kina...ale... - Nie dokończyłaś zdania, bo mężczyzna Ci przerwał.
- To dobrze...to bardzo dobrze...
Nie zrozumiałaś tego czemu w taki sposób odpowiedział, ale pomyślałaś, że to może przez złość zrobił się jeszcze bardziej tajemniczy. Nie przywiązywałaś większej wagi to jego zdania. Czułaś że, Cię teraz potrzebuje, więc położyłaś się obok niego oraz wtuliłaś w jego plecy, obejmując go w pasie.
Tak jak mówiłaś, następnego wieczoru wyszłaś z przyjaciółmi na miasto. Co ciekawe Twoi znajomi byli zaskoczeni, że kogoś z sobą przyprowadziłaś. Minhyuk prawie cały dzień truł Ci, czy może z Tobą wyjść na miasto. Był bardzo towarzyską osobą, więc nie przeszkadzało mu to, że oprócz Ciebie będą jeszcze ludzie, których jeszcze jakiś czas temu kompletnie nie znał. Siedzieliście w jakiejś restauracji jedząc oraz popijając alkohol.
- Naprawdę masz 24 lata? - Zapytała Minhyuka jedna z Twoich koleżanek. - Kompletnie na tyle nie wyglądasz. Masz twarz dziecka.
- Nawet tak się zachowuje. - Wtrąciłaś śmiejąc się.
- Ej! _____! Może i czasem jestem zbyt dziecinny, ale w środku jestem bardzo romantycznym i męskim Oppą, którego bardzo chętnie Ci kiedyś pokażę... - Mówił chłopak z przekonaniem w głosie.
Wszyscy już wypili sporo soju, więc każdy miał bardzo dobry humor oraz co chwila padały jakieś żarty. W sumie już dawno się tak dobrze nie bawiłaś.
- ______, w tej przewiewnej, różowej sukience i jeansowej kurtce wyglądasz tak ładnie, że mógłbym wziąć z Tobą ślub nawet tu i teraz! - Mówił niezdarnie Minhyuk.
Jego śmieszny ton przez upicie wywoływał w grupie śmiech do tego stopnia, że prawie wszyscy płakali.
- _____, jeżeli go nie chcesz, to ja bardzo chętnie mogę go przygarnąć! - Zaśmiała się jedna z Twoich znajomych.
- Ah nie! Ja jestem Oppą tylko _____, myślę tylko o niej!
Minhyuk objął Cię jednym ramieniem przysuwając do siebie. Gdybyś była w innej sytuacji to pewnie uderzyłabyś go w ramie i kazała się uspokoić, ale zabawa była przednia, więc śmiałaś się prawie z wszystkiego.
Niestety wszystko co dobre, kiedyś się kończy. Mieliście jeszcze iść do kina, na amerykański film, lecz większość zaczęła się źle czuć po alkoholu, więc woleliście to przenieść na kiedy indziej. Minhyuk zamówił dla was obojga taksówkę, więc nie było problemu z powrotem do domu.
- Ahhh.... zaczyna mnie chyba brzuch boleć po alkoholu. - Złapałaś się za wspomniane miejsce wzdychając.
- Mnie też... Ej! Chyba teraz szybko pobiegnę do sklepu po jakieś tabletki i zapas wody na jutro. Pewnie oboje będziemy mieli kaca.
- To dobry pomysł.
- Wracaj pierwsza i odpocznij.
24-latek pogłaskał Cię po głowie z promiennym uśmiech na twarzy. Oboje rozeszliście się. Powolnymi krokami weszłaś do lokum. Było już późno, więc zachowywałaś się jak najciszej. Chciałaś iść do swojego pokoju, ale kiedy weszłaś na pierwsze piętro usłyszałaś krzyk z gabinetu pana Kim'a.
- Hakyeon, proszę uspokój się! - Usłyszałaś głos Sungjae.
To było złe posunięcie z Twojej strony, ale bardzo Cię ciekawiło co dzieje się za drzwiami, więc bezmyślnie weszłaś do środka, ale nawet nie zdążyłaś zamknąć ich za sobą widząc całą sytuacje. Pan Kim siedział przy ścianie cały przerażony i trzęsący się. Po drugiej stronie pokoju, niemal obok Ciebie stał Sungjae, który miał ręce podniesione na wysokości klatki piersiowej tak jakby próbował kogoś uspokoić. Hakyeon stał ze łzami w oczach przy biurku, a w ręce trzymał coś małego, coś co miało przycisk, na którym trzymał kciuk. Zamurowało cię.
- Nie! _____ Miało Cię tu nie być! - Krzyczał z całych sił Hakyeon.
Patrzyłaś prosto w twarz chłopakowi, widziałaś w jego zapłakanych oczach mnóstwo żalu i złości. Stałaś jak zamurowana, bojąc się zrobić jakikolwiek ruch. Sungjae również wydawał się przerażony i co chwila zerkał na Ciebie.
- ______, Nie chce żebyś umarła... - Szlochał Hakyeon.
W tamtej chwili doskonale zrozumiałaś, że prawdopodobnie w tym pokoju jest zamontowana bomba, lub coś w tym stylu, a chłopak trzyma w ręce przedmiot, który mógłby uruchomić to.
- Nie chce żebyś umarła... ale też nie zostawię Cię samą... - Powiedział nieco spokojniej, lecz po jego policzkach nadal spływały łzy.
Czułaś wewnętrzny strach, po raz pierwszy byłaś tak przerażona. Patrzyłaś na jego twarz, ponieważ byłaś tak sparaliżowana, że nie mogłaś chociażby obrócić głowy.
- Hyung, proszę, nie rób tego, pomożemy ci, tylko rozbrój tą bombę... - Mówił spokojnym głosem Sungjae.
- Nic mi nie pomoże! Straciłem jedyny sens w swoim życiu, najpierw matka... teraz ______.
Wiedziałaś, że Hakyeon cierpiał z utarty, matki ale nigdy w życiu byś nie pomyślała, że jego stan psychiczny zepsuje się aż do tego stopnia. Nie mogłaś uwierzyć w to, że niczego nie zauważyłaś wcześniej.
- Oni wszyscy cię kochali, Junhoe, Minhyuk, nawet Sungjae, wszyscy, chcieli Ciebie...nie mogę się Tobą dzielić, nie Tobą... - Hakyeon mówił coraz bardziej zdesperowanym głosem.
- Hakyeon, synku proszę uspokój się, wiesz, że dla mnie zawsze byłeś ukochanym synem. - Mówił przez płacz ojciec braci.
- "Synku"? Przez tyle lat byłem dla Ciebie piątym kołem u wozu, a teraz "synku"? - Krzyczał chłopak. - Nigdy mnie nie kochałeś, tak samo nigdy matki nie kochałeś. Ale spokojnie, wyręczę Cię, wszyscy tu zginiemy...
Niespodziewanie pan Kim złapał się za serce i zaczął się dusić. Podobno od zawsze miał słabe serce co było przyczyną jego częstych wizyt u kardiologa. Prawdopodobnie w tym czasie przeżył taki wielki stres i lęk, że jego organizm tego nie wytrzymał. Nie kontrolował już co się dzieje, upadł na bok dławiąc się powietrzem.
- Cholera! Nie zginiesz przed tym! - Krzyknął Hakyeon nachylając się.
Dosłownie w jednej sekundzie do pomieszczenia wbiegła uzbrojona policja. Hakyeon wystraszył się i wypuścił z ręki przedmiot, który trzymał przez cały czas w dłoni. Widząc to, jeden z ludzi w mgnieniu oka obezwładnił chłopaka. Sungjae po tym zerwał się z miejsca i złapał Cię za dłoń, czym prędzej wyciągając stamtąd.
Te wydarzenia zmieniły Twoje życie o 180 stopni. Inteligenty i wrażliwy chłopak, który Ci ufał i którego Ty darzyłaś zaufaniem, niemal stał się Twoim oprawcą. Uważałaś go za przyjaciela, teraz było to już jedynie wspomnieniem, które chętnie byś wymazała z pamięci. Zawsze fascynowało cię to, że jest taki dobry z chemii, lecz okazało się to kluczem do piekła. Jako wyśmienity, młody chemik skonstruował bombę. Seul stał Ci się obcy. Bałaś się, mimo, że wiedziałaś, że nic Ci nie grozi. Nie raz budziłaś się z płaczem w nocy. Korzystałaś z pomocy psychologa i trochę Ci to dało otuchy, ale najważniejsze było to, że sama nad sobą pracowałaś. Po małej terapii postanowiłaś przeprowadzić się do Busanu. Miałaś nadzieje, że im dalej uciekniesz od tego miasta, rodziny Kim'ów i wspomnień to tym lepiej się do dla Ciebie skończy. Pan Kim zmarł wtedy w swoim gabinecie na zawał, karetka przybyła już po jego zgonie. Oczywiście Junhoe przejął jego rolę w firmie. Zaskakujące było to, że gdybyś wtedy nie zabrała z sobą Minhyuka i gdybyś mu nie pozwoliła iść na chwilę do sklepu to prawdopodobnie inaczej by się to skończyło. Gdy 24-latek wrócił ze sklepu, usłyszał co się dzieje na górze, więc zadzwonił po pomoc. Hakyeon trafił do psychiatryka, lecz miesiąc po umieszczeniu go tam okazało się, że jakimś sposobem wykradł komuś nożyk i podciął sobie nim żyły wykrwawiając się. Byłaś wtedy sfrustrowana, w końcu był kiedyś Twoim przyjacielem, ale za razem prawie stał się Twoim zabójcą.
Twoje życie zaczęło wracać do normy po kilku tygodniach przebywania w Busanie. Studiowałaś, pracowałaś, mieszkałaś sama, więc Twoje życie specjalnie nie różniło się od życia innych studentów. Pół roku od Twojego zamieszkania w nowym mieście nadszedł dzień, który ponownie zawieruszył Twój spokojny byt. Jak co dzień pracowałaś w kawiarni. Podeszłaś do baru i Twoja współpracowniczka podała Ci kawę.
- Zanieś do temu facetowi. - Wskazała na mężczyznę, który siedział tyłem do baru. - Przystojny i to bardzo...
Uśmiechnęłaś się do koleżanki, po czym szybkimi krokami zbliżałaś się do stolika.
- Proszę bardzo, kawa dla Pana. - Położyłaś na stoliku filiżankę.
Już miałaś wracać, gdy nagle ten człowiek się odezwał.
- Długo się nie widzieliśmy, ______.
Powoli odwróciłaś się i spojrzałaś po raz pierwszy na twarz tego faceta.
- Sungjae? - Zapytałaś niepewnie.
Chłopak uśmiechnął się przyglądając Twojej twarzy.
Niby Twarz ta sama, ale dokładnie widziałaś, że jest teraz innym człowiekiem. Miał na sobie garnitur, przez co wyglądał doroślej niż kiedyś. Wyprzystojniał przez ten czas gdy się nie widzieliście.
- Czy mogłabyś ze mną usiąść ? Chciałbym z Tobą porozmawiać.
- N-Nie wiem czy powinnam, nie mogę tak sobie po prostu robić przerwy w pracy, szefowa się zdenerwuje...
- Heh - Zaśmiał się - Widzisz, nawet kiedy Cię proszę, to ty nadal masz tyle niepewności... nic się nie zmieniłaś.
Zamilkłaś patrząc z uchylonymi ustami prosto w oczy staremu znajomemu.
- Proszę usiądź...
Rozejrzałaś się w około i nie było w kawiarni zbyt wielu osób, więc miałaś nadzieje, że Twoja koleżanka nie nagada nikomu, że się obijasz. Usiadłaś na wygodnym fotelu na przeciwko Sungjae. Wydawałaś się spięta przy nim, ponieważ on rozsiadł się na krześle.
- Chyba dobre masz życie w Busanie, prawda? - Spytał.
- Tak, zarabiam całkiem nieźle, mam mieszkanie i nie mam problemu ze studiami...
- A masz chłopaka?
- Co? Heh, nie... nie mam, nawet nie mam czasu, żeby myśleć o związkach.
- Um... - Brunet przegryzł wargę na chwilę spuszczając wzrok na stolik. - Często wspominasz Hakyeona?
Początkowo chciałaś zmienić temat, lecz wiedziałaś podświadomie, że ucieczka nie ma sensu.
- Czasami, ale to chyba normalne.
- Ja też... pewnie się zastanawiasz co doprowadziło do takiej sytuacji...
- Nie wiem... wydaje mi się, że to przez to, że cierpiał po utracie matki.
- Nie tylko... - Westchnął - Od zawsze był inni niż reszta osób w jego wieku, matka była dla niego wszystkim, bo wspierała go mimo wszystko. Po jej śmierci czuł się samotny... i zjawiłaś się Ty. Byłaś jak nasza mama, rozumiałaś go, nawet o dużo nie pytałaś, niczego nie chciałaś, po prostu przy nim byłaś. Trochę to dziwne, że czterech braci zakochało się w jednej dziewczynie... Kiedy się dowiedział, poczuł się zagrożony, że straci kolejną najważniejszą osobę w jego życiu. Dzień przed tą aferą, poszedł do ojca i powiedział, że chce Ci się oświadczyć, ale on go zaczął namawiać, że to nie jest dobry pomysł, ponieważ nie pochodziłaś z bogatej rodziny. Pokłócili się, podobno mój ojciec nawet powiedział mu, że już od chwili jego urodzin wiedział, że będzie skazą rodziny, a za to Hakyeon zarzucił mu, że nigdy nie kochał swojej żony i po jej śmierci szukał pocieszenia u innych kobiet. Pamiętasz gdy Ci mówiłem, że mój brat był jak wulkan? Już od dawna wyczuwałem, że Hakyeon odwróci się przeciwko ojcu, tylko bałem się, że Ty przy tym ucierpisz. Zbyt dobrze wiedziałem, że jego psychika jest wyniszczona. Próbowałem rozmawiać o tym z ojcem, ale on pocieszał się, że być może niedługo przestanie cierpieć po matce i wiedział, że Ty mu ją zastępujesz, ale nie przewidział, że zechce z Tobą wziąć ślub...
- Mam teraz wrażenie, że to wszystko to moja wina....
- Nie, nie myśl o tym w taki sposób. Podejrzewam, że nawet gdyby Ciebie nie poznał to prędzej czy później wybuchłby....
Pokiwałaś głową wpatrując się w swoje buty z smutną miną.
- To już przeszłość... Hakyeon nie żyje, więc nie powinniśmy o nim mówić. - Odpowiedziałaś stanowczo.
- ______, ja nadal Cię kocham... -  Odparł cicho.
- Sungjae... ja nie wiem co mam o tym wszystkim myśleć...
- Wiem, że masz w swojej głowie teraz mnóstwo pytań. Nie każe Ci wracać do Seulu, bo postanowiłem przeprowadzić się do Busanu dla Ciebie. Kocham cię odkąd zobaczyłem Cię u siebie w domu. Nawet po tamtym wydarzeniu, cały czas martwiłem się i myślałem o Tobie. Pieniądze, które wysyłała Ci matka do Busanu były w większości ode mnie, tyle, że prosiłem, aby Ci nikt tego nie zdradzał, ponieważ spodziewałem się, że byś ich nie brała. Dopiero po długim czasie doszedłem do wniosku, że nie mogę wymazać Cię z pamięci...więc może spróbuje sprawić, że zechcesz być częścią mojego życia...
- Muszę to przemyśleć...przepraszam.
- Rozumiem... zostawiam Ci swój numer telefonu, dzwoń kiedy tylko chcesz.
Brunet zostawił karteczkę na stoliku, dopił szybko już ostygniętą kawę, po czym wyszedł z budynku.
Siedziałaś tak kilka sekund, lecz podeszła do Ciebie twoja współpracowniczka.
- Kto to był? - Spytała.
- Na chwilę muszę wyjść...
Wybiegłaś z kawiarni rozglądając się w kierunku, w którym poszedł chłopak. Pobiegłaś w tłum ludzi i dopiero za większą grupą dostrzegłaś idącego powoli Sungjae.
- Ej! Sungjae! Poczekaj! - Krzyczałaś.
Brunet usłyszał Cię i zdziwiony gwałtownie się odwrócił. Podbiegłaś do niego jak najszybciej po czym tuliłaś się w jego klatkę piersiową tak jakbyś miała już go nigdy nie puścić.
- Kocham cię... - Szepnęłaś.

środa, 23 marca 2016

(NU'EST) Ren - Okno




 To był ciepły, wiosenny dzień. Lato zbliżało się wielkimi krokami, dzięki czemu twój humor był w miarę pogodny. Twoja klasa właśnie miała wychowanie fizyczne, na boisku przed wielką szkołą. Graliście w piłkę nożną. Może i nie byłaś jakoś specjalnie utalentowana w sporcie, ale nieźle sobie radziłaś. Byłaś już zmęczona bieganiem za piłką, ale uśmiech nie znikał ci z twarzy. Kopnęłaś piłkę, a zaraz za nią pobiegała połowa nastolatków na boisku. Ty musiałaś odsapnąć, więc schyliłaś się opierając dłonie o kolana, głośno dysząc. Chwilę wpatrywałaś się przed siebie, ale nagle coś ci podpowiedziało, żeby spojrzeć gdzieś indziej. Wyprostowałaś się i od razu skierowałaś wzrok na najniższe okno w twojej szkole. Zobaczyłaś w nim chłopaka. Nie widziałaś go dokładnie, gdyż słońce raziło cię w oczy, ale zauważyłaś, że zarysowana postać stoi nieruchomo, patrząc w twoją stronę z poważną miną. Wydawał się smutny, ale w sumie kto by cieszył się w szkole? Też się w niego wpatrywałaś, ale kątem oka zauważyłaś, że piłka poleciała za twoje plecy, a za nią twoja drużyna. Nie chciałaś stać jak kołek, więc gwałtownie się odwróciłaś, aby kontynuować grę. Nie minęło sporo czasu, ale coś cię ponownie zmusiło, żeby spojrzeć na okno, w którym widziałaś tajemniczego nastolatka. Dokładnie się przyjrzałaś, lecz już nikogo w nim nie było.
Na przerwie spacerowałaś po korytarzu z koleżanką, która ci właśnie opowiadała, co robiła na randce z jakimś nowym chłopakiem. Średnio cię to interesowało, ponieważ ciągle w pamięci przypominałaś sobie moment na boisku. Dziwiło cię, że tak rozmyślasz nad tamtym momentem. Przecież to był zwykły chłopak, który po prostu wyglądał sobie przez okno. Może zainteresował cię tym, że akurat w Ciebie się wgapiał. Niespodziewanie z klasy wyszedł średniej wysokości brunet. Szybko rozpoznałaś, że to właśnie ten chłopak, którego widziałaś w oknie. Pojawił się jak na zawołanie. Byłaś pewna, że to on, miał tak samo ułożone włosy oraz był tej samej chudej postury. Mimo, że wtedy na dworze świeciło słońce to jednak potrafiłaś dostrzec jego delikatne rysy twarzy, które nieco przypominały dziewczęce. Rozszerzyłaś oczy na jego widok. Po chwili zaczął iść w Twoją stronę, a ty wpatrywałaś się w niego natarczywie, jednak on miał skierowany wzrok przed siebie. Znowu był taki poważny, w sumie wyglądał na takiego, który prawie nigdy się nie uśmiecha. Tak bardzo pasował mu oziębły wygląd. Kiedy się minęliście, przypomniałaś sobie, że znasz go. Widywałaś go czasem na korytarzu, ale nigdy nie zwracałaś na niego większej uwagi. Był to twój pierwszy rok w tej szkole i słabo znalazłaś w niej kogokolwiek.
-  _____, słuchasz mnie ? - Usłyszałaś głos swojej koleżanki.
Odwróciłaś na nią wzrok i zauważyłaś, że patrzy się na Ciebie dziwnie.
- Słuchałaś mnie ? - Zapytała ponownie.
- Tak, tylko trochę się nie wyspałam i mam problem z koncentracją. - Odpowiedziałaś z zakłopotaną miną na twarzy.
Twoja znajoma odwróciła się i widząc chłopaka o którym myślałaś, zrobiła dziwaczną minę.
- Dlaczego tak na niego patrzyłaś ? Spodobał ci się ? - Powiedziała żywiej.
- Co ? Nie! - Stanowczo zaprzeczyłaś.
- Na pewno ? Naprawdę to dziwnie wyglądało...
- Wydawało mi się, że miał coś na buzi i tyle.
W późniejszym czasie starałaś się już o nim nie myśleć. Uznałaś, że nie warto zaprzątać sobie głowy chłopakiem, którego nawet osobiście nie znasz. Nie spodziewałaś się wtedy tego, że jeszcze nie raz się z nim zetkniesz.
Następnego dnia była sobota, więc jak co tydzień w ten dzień sprzątałaś swój pokój. Właśnie kończyłaś to robić, gdy nagle z dołu zawołała Cię mama.
- _______! Zejdź na chwilę na dół!
- Za chwile! - Odpowiedziałaś głośno.
W sumie ucieszyło cię to, bo mogłaś na chwilę odsapnąć po długim czasie sprzątania i schodząc na dół miałaś tylko nadzieje, że mama nie ma dla Ciebie jakiejś kolejnej pracy.
Gdy byłaś już na dole, zauważyłaś, że w salonie siedzi jakaś para po czterdziestce z jakimś brunetem, który wydawał się być ich synem. Twój rodzic siedział naprzeciwko nich z uśmiechem rozmawiając z nieznajomymi.
- To moja córka, _______. – Przedstawiła Cię Twoja mama.
Będąc nieco nieśmiałą, delikatnie pochyliłaś się na przywitanie.
Już po chwili zauważyłaś, że młody mężczyzna, który siedział obok dorosłych to ten sam chłopak, o którym tak dużo myślałaś poprzedniego dnia. Gdy dostrzegłaś jego twarz od razu zrobiło Ci się wstyd. Stałaś w swoich szarych, przetartych dresach z lekko potarganymi włosami. Nie spodziewałaś się gości, więc nawet nie zrobiłaś makijażu. Chciałaś przeprosić za swój wygląd, ale pomyślałaś, że może nie zwrócą uwagi i zrozumieją, bo w końcu jesteś u siebie.
- ______, Państwo Choi, wczoraj wprowadzili się obok nas i chcieli się przywitać z nowymi sąsiadami. – Opowiadała.
Nic nie mówiąc, jedynie uśmiechnęłaś się, siadając obok swojej rodzicielki na kanapie. Zaczęłaś dyskretnie poprawiać swoje włosy, żeby już nie były w takim złym stanie.
- Postanowiliśmy się tu przeprowadzić, żeby nasz syn, Min Ki miał bliżej do szkoły. – Mówiła Pani Choi. – Chcieliśmy się też przenieść z mniejszego domu do większego. Odkąd mój mąż więcej zarabia możemy lepiej żyć…
Po chwili przestałaś słuchać o czym rozmawiając dorośli, ale zaczęłaś się skupiać na tym, że naprzeciwko Ciebie siedzi ten brunet w białej koszulki w kratkę schowaną w czarne spodnie. Min Ki… a więc tak miał na imię. Zerkałaś na niego nieśmiałe, w taki sposób, aby nie zdołał się domyśleć, że przyciąga Twój wzrok. Jak zwykle miał poważną minę, ale z bliska wydawał Ci się jeszcze przystojniejszy, niż wczoraj w szkole. On nawet nie zwracał na Ciebie uwagi, raczej nie odrywał wzroku od Twojej mamy, najprawdopodobniej uważnie słuchając co ona mówi.
- Ile lat ma Min Ki? – Spytał Twój rodzic.
- Prawie 19 lat, jest w drugiej klasie liceum. – Odpowiedziała matka chłopaka, która spoglądała na niego z dumą.
- Do której szkoły? – Dopytywała mama.
- Chodzę do tej samej szkoły co _______. – Odpowiedział niskim głosem brunet.
- Naprawdę? W takim razie musicie się mijać na korytarzu.
Ożywiona spojrzałaś zdziwionym wzrokiem na osiemnastolatka, który już wpatrywał się w Ciebie z lekkim uśmiechem. Po raz pierwszy widziałaś go uśmiechniętego. Byłaś zaskoczona, że w ogóle Cię kojarzy. Może właśnie dlatego wtedy w oknie się w Ciebie wpatrywał, bo wiedział, że staniecie się sąsiadami.
W tamtej chwili zastanawiałaś się czy powiedzieć, że owszem, kojarzysz Min Ki i że widujecie się na korytarzu, czy udać, że nigdy nie zwracałaś na niego uwagi i dlatego go nie kojarzysz.
- M-Możliwe… nie znam za bardzo osób spoza mojej klasy… - Tłumaczyłaś się jąkając.
Niedługo później rodzina wyszła z Twojego domu pod pretekstem zajęcia się nowym domem, a Ty czym prędzej wróciłaś do sprzątania pokoju. Kiedy skończyłaś, zostałaś posłana do sklepu. Byłaś zmęczona po porządkowaniu swojej sypialni, więc z niechęcią szłaś ulicą, marudząc coś pod nosem. Będąc już w budynku przeszukiwałaś półki z produktami.
- To nie… to nie… to kiedy indziej…to nie…o…
Zauważyłaś swoje ulubione chipsy, które rzadko kiedy bywały w tym sklepie, gdyż były drogie, więc oprócz tego, że rzadko kto je kupował to jak na taki mały, skromny sklepik nie było ich stać na nie. Nie widziałaś ich w tym sklepie już chyba od kilku miesięcy, a naprawdę je lubiłaś. Niestety były na najwyżej półce, a przez swój nie wielki wzrost trudno było Ci je dosięgnąć stojąc nawet na placach. Już miałaś zacząć podskakiwać, gdy nagle ktoś złapał paczkę ściągając ją z półki. Zdziwiona odwróciłaś wzrok za siebie widząc Choi Min Ki. Brakowało Ci słów do tej sytuacji, więc czekałaś aż brunet się odezwie.
- Czyli Ty też je lubisz… - Mruknął z uśmieszkiem na twarzy.
- O…um…. – Kiwnęłaś jednie głową.
Zazwyczaj umiałaś normalnie rozmawiać z chłopakami, nie wstydziłaś się ich, ale ten chłopak miał w sobie coś niepowtarzalnego, coś co sprawiało, że brakło Ci języka w buzi.
Chłopak sięgną po drugą paczkę, idąc dalej. Wpatrywałaś się z uchylonymi ustami jak odchodzi. Otrząsnęłaś się, po czym udałaś się szybko do kasy. Gdy miałaś już płacić, Min Ki staną za Tobą w kolejce. Gdy dałaś pieniądze, szybkimi krokami wyszłaś ze sklepu. Uważałaś, że to miłe, że chłopak sięgną dla Ciebie chipsy, ale za razem czułaś się zażenowana, przez to, że nie potrafiłaś normalnie się odezwać. Odtwarzałaś sobie w myślach tą scenę, gdy nagle za sobą nie uszyłaś głos osiemnastolatka.
- _______! Poczekaj!
Zatrzymałaś się w jeden sekundzie, odwracając się za siebie.
Podbiegając do Ciebie nieco zdyszany zaśmiał się.
- Szybko chodzisz… - Powiedział przełykając ślinę.
- Zatrzymałeś mnie tylko po to, żeby mi to powiedzieć? – Zapytałaś stając naprzeciwko niego.
- Nie… - Wysunął zaciśniętą pięść, drugą dłonią łapiąc cię za rękę – Zapomniałaś reszty.
Rozszerzyłaś lekko oczy, gdy położył ci na ręce kwotę, którą nie pamiętałaś wziąć.
 - Unikasz mnie? – Spytał.
- Co? Nie. Skąd te podejrzenia?
- Tak szybko wyszłaś z tego sklepu. Chyba nie możesz mnie unikać. Jesteśmy sąsiadami, będziemy się często widywać.
Po jego słowach dotarło to do Ciebie, że prawdopodobnie będziesz już go widywać codziennie, jak nie w szkole to na ulicy lub w sklepie. Nie umiałaś sobie tego wyobrazić, ale pomyślałaś, że może gdy się do niego przyzwyczaisz to przestaniesz się dziwacznie zachowywać.
- Jesteś zajęta wieczorem? – Zapytał.
Nic nie odpowiedziałaś, tylko spojrzałaś na niego zaskoczona.
- Heh. – Zrobił poważną minę, jakby coś go wkurzyło. – Czy Ty zawsze jesteś taka małomówna?
- A ty zawsze jesteś taki poważny? – Zmarszczyłaś brwi.
- Chyba tak…
- W każdym razie masz moją odpowiedź, tak, jestem zajęta wieczorem.
Odwróciłaś się od niego z zuchwałą miną idąc dalej w stronę domu, nie zwracając uwagi na to co zrobi Min Ki.
Wieczorem byłaś sama w domu, Twój ojciec miał siedzieć do późna w pracy, a matka wyszła do pracy na drugą zmianę. Siedziałaś przy biurku wpatrując się w książkę od biologii. Próbowałaś się czegoś nauczyć na poniedziałkowy sprawdzian, ale od godziny nic ci nie wchodziło do głowy. Twoje myśli znowu nawiedzał Min Ki. Dlaczego o nim tak dużo myślałaś? Przypominałaś sobie tą sytuacje w sklepie i miałaś wrażenie, że im mniej chcesz się głupio zachowywać, to tak naprawdę tym bardziej Ci to nie wychodziło. Spojrzałaś na zegarek, który pokazywał godzinę 21:00. Nie odrywałaś od niego wzroku przez kilka sekund, gdy nagle usłyszałaś pukanie do okna. Twoja głowa gwałtownie odwróciła się w tamtą stronę i prawie krzyknęłaś z przerażenia, widząc za oknem jakąś postać. Było ciemno w Twoim pokoju, a lampka rozjaśniała tylko biurko, więc Twoja widoczność była ograniczona. Dopiero po jakimś czasie skojarzyłaś, że za oknem jest znajomy Ci chłopak.
- Min Ki? – Szepnęłaś jeszcze ze strachem w głosie.
Zbliżyłaś się do okna, otwierając je.
- Min Ki, jak ty to…
- Brama była otwarta… – Przerwał Ci. - Wspiąć się nie było za specjalnie trudno.
- No tak! – Uderzyłaś się w czoło. – Miałam zamknąć bramę…
- Mogę wejść? – Spytał podtrzymując się za parapet.
Nic nie odpowiadając, bez większego namysłu pomogłaś mu się dostać do swojego pokoju. Gdy już stanął na równe nogi, poprawił swoje czarne spodnie i kurtkę.
- Jak ty to zrobiłeś? – Spytałaś dalej będąc zaskoczoną.
- Gdy byłem mały, brałem udział we wspinaczce górskiej. – Zaśmiał się, siadając na Twoim łóżku, które było niedaleko okna.
- C-Co?.... Nie było łatwiej zadzwonić do drzwi?
- Ale czy wtedy byłoby romantycznie?
Patrzyłaś z góry na jego buzie, na której był szyderczy uśmieszek. Brakowało Ci słów na całą tą sytuacje.
- Po co przyszedłeś? Nie ma rodziców w domu, a ja się uczę. – Wskazałaś palcem na biurko.
- A więc przez to miałaś mieć zajęty wieczór… - Odpowiedział ironicznie.
- Tak, więc skoro wiedziałeś, że mam być zajęta, to po co przyszedłeś? – Dopytywałaś.
- Miałem nadzieje, że namówię Cię na coś innego.
- Na co? Boje się Ciebie… to wygląda jak scena z horroru…
- Jak to? Miało być romantycznie…
- Ale nie jest.
- W takim razie zabieram Cię na spacer.
Osiemnastolatek wstał z łóżka mając zadowoloną minę i poprawiając ubranie podszedł do drzwi prowadzących na korytarz.
- Jak to na spacer? Jest już późno, może być niebezpiecznie.
- Obronię cię w razie czego…
Wyszedł z pokoju, a Ty stałaś zastanawiając się co zrobić. Bałaś się o takiej porze wyjść, ale za razem coś cię popchnęło do tego, że zabrałaś telefon, klucze i zeszłaś na dół za kolegą. Po kilku minutach znalazłaś się na ulicy idąc obok bruneta.
- Gdzie mnie prowadzisz? – Spytałaś z ciekawości.
- Zobaczysz.
Okazało się, że zaprowadził Cię na most nad rzeką Han. Staliście na ścieżce mostu, a zaraz obok jeździły samochody, więc wszystko było trochę zagłuszone. Mimo tego te miejsce było naprawdę piękne. Rzeka wyglądała cudownie, a oświetlone miasto świetnie się komponowało z resztą. Lubiłaś tam przychodzić, ale przez szkołę i naukę bywałaś tam coraz rzadziej, nawet nie pamiętałaś kiedy ostatni raz tam byłaś. Niespodziewanie osiemnastolatek wyjął z kieszeni spodni jakieś opakowanie. Szybko skojarzyłaś, że to zimne ognie. Min Ki przyłożył włączoną zapalniczkę do metalowego drutu, po czym masa zapaliła się. Podał Ci jeden, a Ty wpatrywałaś się w iskry. Nocą zimne ognie zawsze pięknie wyglądały.
- Jaki chcesz wzór? Spróbuje zrobić serce.
Zaczął machać drutem próbując zrobić kształt o jakim wspomniał, ale z tego powodu, że niezbyt mu to wychodziło zaczęłaś się śmiać.
- Ok, serce mi nie wyszło, ale przynajmniej Cię rozśmieszyłem… - Sam zrobił zadowoloną minę, widząc, że się cieszysz.
Spoważniałaś spuszczając wzrok na ziemie. Min Ki wydymał wargi podchodząc do Ciebie bliżej obejmując ramieniem.
- Nie bądź taka poważna… chodź, zjemy coś razem.
Kończąc zdanie złapał Cię za dłoń i zaczął prowadzić za sobą. Idąc miastem zauważyliście budkę z fast foodami, więc chłopak postanowił tam wam kupić coś do jedzenia. Obojgu wziął duże burgery. Gdy szliście dalej nie umiałaś nawet ugryźć jedzenia, bo było za dużo jak na twoją buzie, więc pobrudziłaś sobie policzek. Przyglądając się temu osiemnastolatek przyłożył kciuk do Twojej twarzy, żeby Cię wytrzeć.
- Ej… - Jęknęłaś z niezadowolenia, odsuwając się od niego.
- Co jest? Chyba mogę Cię dotknąć, w końcu postawiłem Ci kolacje.
- Nawet nie żartuj. – Mruknęłaś.
Po kilku minutach usiedliście na ławce, żeby w spokoju zjeść. Chłopak miał apetyt, więc zjadł szybciej od Ciebie. Wpatrywał się jak ledwo zjadasz ogromnego burgera, co trochę Cię zdezorientowało.
- Naprawdę uroczo jesz.
Uśmiechnął się słodko podpierając głowę o rękę, dalej trzymając wzrok na Tobie.
- Tak, ta musztarda dodaje mi uroku…
- Kocham Twoje ironiczne poczucie humoru… - Zaśmiał się.
- Niedługo będę musiała wracać, nie chce, żeby tata wrócił do domu i zobaczył, że mnie nie ma o tak później porze. W dodatku chyba powinnam zrobić mu kolacje, zawsze wraca zmęczony i głodny.
- To może w takim razie zrobimy mu razem jedzenie?
- Chciałbyś?
- Jasne.
Nie spodziewałaś się, że ten wieczór skończy się właśnie na wspólnym robieniu kolacji dla Twojego rodzica, ale mimo to chłopakowi chyba się powiodło. Było romantycznie…